5. Hasło na dziś: wysiłek.

Tydzień detoksu cukrowego za mną, dwa przede mną. Dobre miejsce, by zaznaczyć, że dziś nie uda się człowiekowi żaden wysiłek, jeśli nie zostanie doceniony i nagrodzony lajkiem, serduszkiem czy komentarzem – dlatego zamiast po prostu przestać żreć cukier grupa osób musi zorganizować się na fejsbuku pod szyldem „Wydarzenia” i klepać się po plecach, publikując co i rusz piękne, barwniejsze od poprzednich, fotografie swoich posiłków bez cukru. Uczestniczę w tej farsie i ja – nie bez poczucia żenady – zastanawiając się przy tym, jak trudno jest człowiekowi zmienić swoje złe nawyki, a jak łatwo usprawiedliwić każdy upadek – czy naprawdę nie sięgnięcie po cukierek jest aż takim wysiłkiem?

Jeszcze zrozumiałbym siebie, który wczoraj po chorobie i dziewięciu dniach cudownego nicnierobienia, zabrał swój umęczony detoksem organizm na siłownię – na treningu najbardziej potrzebne jest nam paliwo. Ale nie sięgnę po cukier dopóki nie będę absolutnie pewien, że jest to konieczne – na razie jeszcze jakoś (ledwo) się trzymam.

Wracając do biegania – nic nie działa tak dobrze na samopoczucie podczas biegania jak przerwa. A trening w krótkich spodenkach, klimatyzowanej sali i na miękkiej taśmie bieżni treningowej – sama słodycz. Jest tylko jeden szkopuł – po przebiegnięciu pięciu kilometrów nie umarłem z nudów tylko dlatego, że zacząłem umierać z innego powodu – totalnego braku energii. Nie wiem na ile wykonam ten plan żywieniowy, skoro pierwszym – i przez to ważniejszym – postanowieniem był plan treningowy. A na detoksie olbrzymim wysiłkiem jest jakikolwiek wysiłek. W ten sposób zamiast dziesięciu podbiegów wykonałem cztery. Dobre i to, ale nie wróży to powodzenia w wykonaniu zakładanego planu na ukończenie półmaratonu w 1:40h.

Gdy po bieganiu usiadłem próbując przywrócić organizmowi funkcje życiowe, zrobiłem mały rzut oka na fejsbuk i przypomniała mi się idea przyświecająca powstaniu tej strony – zobaczyłem bowiem ponownie kilku uśmiechniętych blogerów udowadniających światu, że wszystko jest możliwe, że wystarczy tylko chcieć, że można założyć kolorowe fatałaszki i z uśmiechem biegać ciągnąć sanki z dzieckiem od Kielc po Kasprowy przez Boczań i Gąsienicową. Wyobrażam sobie miny strudzonych, zarobionych, biednych ludzi, dla których po trudach codziennego dnia niewykonalnym wysiłkiem jest nie sięgnięcie po cukierek.

Starą zasadą – prawda pewnie leży po środku. Ale znacznie bliżej mi dziś  do przeciwnej strony niż ta, po której stoją Ci tryskający pozytywną energią biegacze – bo mam dziwne przekonanie, że gdyby odebrać im fejsbuki, smartfony, endomonda i zauroczoną nimi gawiedź – pierwsi sięgnęli by po całą garść cukierków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *