8. Nie biegam, bo nie lubię (na mrozie).

Gdybym był redaktorem naczelnym jakiegoś miesięcznika, to według tego miesięcznika, ten blog byłby uznany za najgorszy blog o bieganiu. Głównie dlatego, że jest o niebieganiu, ale już spieszę z wyjaśnieniami.

W związku z moją nieukrywaną nienawiścią do mrozu (nie tylko biegania nie lubię) oraz założeniami planu treningowego na półmaraton, śledzę skrupulatnie donosy synoptyków, którzy od dwóch tygodni – co drugi dzień – odwlekają termin zakończenia biegu zimy atmosferycznej. Przeczytanie prognozy pogody kończę zazwyczaj konstatacją, że nie opłaca się narażać swojego organizmu na siarczysty mróz, skoro jeszcze dzień, jeszcze dwa i nastanie temperatura dla mnie optymalna. Dziś już wiem, że to spisek, żeby ludziom łatwiej było przetrwać zimę – wyobrażam sobie, że poinformowanie wykończonego przez zimę społeczeństwa o tym, że jeszcze przez dwa miesiące będzie im przymrozek ścinał kałuże i wilgoć na szybach samochodów – doprowadziłoby do serii protestów, emigracji, być może samobójstw – generalnie do ogólnego chaosu i obniżenia nastroju.

Skoro moja ostatnia deska ratunku – czyli wymówka związana z mrozem – zatonęła, a nie ma na horyzoncie żadnej brzytwy, której mógłbym się chwycić – pozostaje mi się ruszyć. Ale bliżej mi póki co do bieżni treningowej, niż do skutych lodem dziurawych, stołecznych chodników, których udeptywanie uatrakcyjniają gołoledź, szadź, zawieje i zamiecie.

Detoks cukrowy się skończył, mimo to jem rozważnie, więc nie przewiduję zalania się tłuszczem. Schudłem nieco, co daje mi dodatkową porcję usprawiedliwienia dla niebiegania, bo przecież uprzednio powinienem przygotować swój organizm karmiąc go zwiększoną porcją węglowodanów.

Przyznaj sam, czytelniku, który należysz do bardzo elitarnego grona moich fanów, że blog ten jest najgorszy w kategorii blogów o bieganiu. Ale jak potrzebujesz poczytać o tym, że bieganie jest wspaniałe i cudownie się biega dzień w dzień na mrozie, po dziesięciu godzinach pracy, w przerwie między sprzątaniem i gotowaniem, to znajdziesz pierdylion uśmiechniętych blogerów, którzy swoimi selfikami ozdobią Twoją tablicę na fejsbuku i wyleją na Ciebie hektolitry motywacyjnej gadaniny, byś na zawsze zapomniał o byciu sobą i zaczął dążyć do bycia superbiegaczem.

Tutaj znajdziesz tylko prawdę o bieganiu, choć wygląda na to, że częściej o moim lenistwie. Będziesz jednak miał okazję poczuć, że ktoś współdzieli z Tobą te frustracje i rozczarowania. Bez coachingu, zachęcania i motywacji.

Nienawidzę mrozu – wspominałem już?

W załączeniu fotorelacja z leczenia spękanych od mrozu rąk:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *