R jak rehabilitacja, rozcięgno, rezonans i równowaga

A niech Cię początkujący biegaczu razu którego noga zaboli przy bieganiu, albo tuż po. I niech ból ten się utrzymuje, a często i nasila. Wybierzesz wtedy jedną z dwóch dróg: pierwszą albo drugą. Pierwsza – to ta najwłaściwsza – polega na zaniechaniu procederu biegowego i wrzuceniu w głąb szafy kolorowych fatałaszków. A jeśli zdążyłeś już w specjalistyczne obuwie zainwestować pół tysiąca – wykorzystaj je w codziennej stylizacji i spróbuj przymierzyć do nich dżinsowe bermudy, ewentualnie chabrowe chinosy.

Jeśli jednak nic nie pasuje do butów, a skręca Cię, że wydałeś tyle forsy i zamówiłeś już do mierzenia swoich trzykilometrowych przebieżek zegarek GPS dla triathlonistów za trzy kolejne tysiące – wybierzesz drogę znacznie bardziej krętą i pełną wybojów. Bardziej dziurawą niż chodniki na Grochowie czy durszlak jakiś. Wtedy właśnie czeka Cię Twój pierwszy maraton – ultramaraton lekarski. Szybko przekonasz się, że musisz brać więcej nadgodzin, bowiem lekarze przyjmujący na fundusz mają dla Ciebie mało czasu i zazwyczaj doradzą Ci, żebyś nie biegał. Ale zamiast przyjąć tę słodką prawdę i wprowadzić ją w życie szukając nowego zajęcia, wywalisz kasę na lekarza sportowego. Ortopeda, Reumatolog, RTG, Fizjoterapeuta, Podolog, Rezonans, Wkładki – te słowa będą Cię kosztować tyle kasy i czasu, co nerwów.

Jak nie urwało Ci się coś w nodze na amen i będziesz miał sporo szczęścia, to ktoś postawi dobrą diagnozę i w końcu zaleci Ci rolowanie pasma biodrowo-piszczelowego wałkiem, a rozcięgna podeszwowego piłką tenisową. A jak znów zaboli, to polecą Ci przyłożyć lód. Tak wygląda zaawansowana medycyna sportowa, przy czym te rady po kilku miesiącach badań i wizyt lekarskich nie będą dla Ciebie brzmieć prostacko, i wcale nie poczujesz się frajerem, bowiem w tej cenie była także wiedza – wiesz już co to na przykład napinacz powięzi szerokiej. Skorzystaj zatem z jednej mojej rady – zacznij ten cholerny maraton od poleconego przez innego kontuzjowanego biegacza fizjoterapeuty – ten przynajmniej w cenie wizyty zrobi Ci masaż.

Odtąd, w szafie, poza kolorowymi fatałaszkami, Twoja garderoba będzie jeszcze musiała pomieścić wałek, piłkę, taśmy do rozciągania lub inne przedmioty do samorehabilitacji. Dziś moją kolekcję uatrakcyjnił dysk sensomotoryczny w kolorze fiołkowym, zwany niekiedy poduszką rehabilitacyjną, a czasem beretem korekcyjnym. Taki po prostu gumowy, dmuchany placek. Poduszki od początku istnienia świadczyły o majętności właściciela i były towarem luksusowym – te rehabilitacyjne pełnią raczej podobną rolę – niejeden by się zdziwił ile może kosztować ten gumowy placek.

Dla mnie już za późno na to, by wybrać drogę pierwszą, dlatego – namawiając wszystkich do zaprzestania biegania – stawiam nieśmiało stopę na poduszce i próbuję się nie zabić przy „treningu równoważnym”.

P.S. O tym co to są bermudy, chinosy, kolor fiołkowy i chabrowy przed chwilą dowiedziałem się z internetu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *