Darmowe porady biegowe od nie-eksperta

Korzystając z chwili relaksu, którą zapewniły mi korki w drodze z pracy do domu, zasłuchałem się w audycji pewnego radia. Tego, które promuje bieganie, bo je lubi. Gdy ja powoli toczyłem się nieopodal siedziby rozgłośni – znajdujący się w studiu nagraniowym goście prawili akurat o tym, jak bardzo lubią biegać i chwalili się ostatnimi wynikami sportowymi. Wtem, znienacka, radio rozpoczęło promocję książki pewnej słynnej blogerki biegowej, która – według oświadczenia autorki – traktuje między innymi o tym – jak dobierać buty biegowe i zaangażowała w jej tworzenie wielu ekspertów, ponieważ „sama nie jest ekspertem”.

Nie dziwię się, że wydała i promuje książkę o tych pierdołach, skoro może na tym zarobić szmalec i rozwinąć swoją markę. Bardziej będzie mnie dziwić, że ktoś to kupi za pieniądze inne niż znalezione czy ukradzione – przecież w internecie od lat znaleźć można tysiące porad na temat biegania, zupełnie za darmo, podane na tacy przez wielu ekspertów i praktyków skonfrontowanych ze sobą.

Jeśli ktoś w tym miejscu zarzuci mi zazdrość albo zawiść – ma rację. Ale jeśli zarzuci mi, że nie czytałem tej książki, a może ona zawierać porady nowe albo podane w nowej formie – odsyłam do oświadczenia blogerki, że „nie jest ekspertem”. Po cóż więc czytać porady autorki, skoro przyznaje się ona, że nie ma eksperckiej wiedzy – bez wydawania pieniędzy można się dowiedzieć znacznie więcej w internecie. Rozumiem jednak naturę ludzi, którzy zanim coś zrobią, muszą się solidnie przygotować teoretycznie. Czas, który mogliby poświęcić bieganiu, marnują na czytanie o nim.

Pokusa napisania książki, prowadzenia bloga, wydania płyty, pojawienia się w telewizji jest u niektórych tak silna, że nie zatrzyma jej poczucie żenady czy wstydu. Blogerka, której – co podkreślę – zazdroszczę sukcesu, oświadcza także, że uwielbia biegać, choć oczywistym jest, że jej się często nie chce, więc w książce zawarła garść porad o motywacji i różnego rodzaju zabaw biegowych, a także jak wrócić do biegania po ciąży.

Dość już recenzji o książce, której nie czytałem – jak ją kupisz, niczego nowego się nie dowiesz. Kasa wywalona w błoto. Ja Ci to gwarantuję, choć moich słów nijak nie można skonfrontować z autorytetem znanej blogerki. Ale jeśli mi zaufasz, albo spróbujesz chociaż, to mam dla Ciebie garść porad – niestety również nie jako ekspert, ale ja dam Ci je za darmo i nie zajmę Ci miejsca na półce i wiele czasu:

  1. Jak dobrać buty biegowe? Kup buty, które Ci się podobają. Umiesz czytać, więc zakładam, że wiesz też jak dobrać rozmiar – kup ciut większe niż idealnie dopasowane. Ciasne odpadają. Poza tym, że mają być ładne, muszą być też wygodne – dla Ciebie, nie dla sprzedawcy, czy innego biegacza.
  2. Skąd brać motywację? Znikąd. Jak Ci się nie chce, to Ci się nie zachce. Im dłużej trwa wahanie, tym będzie tylko gorzej. Albo jesteś totalnie leniwy lub zmęczony i zostaniesz w domu, albo się zmusisz i odbębnisz trening. Jak się ruszysz to jest szansa na endorfiny, ale jak będziesz mieć zły nastrój, to się pospinasz i więcej będzie z tego krzywdy niż pożytku.
  3. Jakie są zabawy biegowe? Jeśli chcesz biegać i się bawić, to chyba ja Ci nie pomogę. Tu trzeba psychiatry.
  4. Jak wrócić do biegania po ciąży? Jak urodzisz i Ci się tam już wszystko zagoi, to zostaw z kimś dziecko i idź biegać, pierwsze pięć kilometrów w tempie 6:00, potem lekko przyspiesz – bieganie to na pewno jedyne o czym marzysz w wolnych chwilach po urodzeniu dziecka.

P.S. I tak ludzie będą nadal wydawać kasę na takie durne, wtórne książki, bo marketing biegowy urósł do takich rozmiarów, że nikomu nie mieści się już teraz w głowie, że do biegania wystarczą nogi. Spytaj Cliff’a Young’a.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *