Tatry

Ci, którzy zamiast oglądać śmieszne kotki w internecie poświęcają swój czas na czytanie tego bloga, znają już moją nudną i co rusz akcentowaną antypatię do niskich temperatur – zwłaszcza wtedy, gdy spodziewalibyśmy się już zalążków lata. Będąc kiedyś na meczu trzeciej ligi usłyszałem obelgę rzuconą w kierunku sędziego: „A żebyś zmarzł w lipcu!” – w mojej ocenie to bluźnierstwo wielkiego kalibru. W lipcu powinno być gorąco i żaden sędzia, choćby był łotr i łachudra – nie zasługuje, by wówczas zmarznąć. A co dopiero bloger udający biegacza? A w maju, który już trwa, jeśli nie upalnie – to powinno być przynajmniej ciepło. Tatrom jednak wybaczam majowe przymrozki i chłodne wieczory.

Choć z bliska wysokich grani podczas tej majówki nie zobaczyłem, to udało mi się trochę przebiec po niżej położonych szlakach, mimo niewłaściwego obuwia. Zaczynam więc poszukiwania butów do biegania w terenie, ale na wszelki wypadek poszukam też jakiś raków, czekanów, kijków i kompletu profesjonalnej odzieży w góry na każdą pogodę. Bez profesjonalnego wyposażenia „prawdziwi” fani gór nie będą mnie przecież na szlaku poważać. Nic nie pomoże zapewnienie, że w adidasach idzie mi się wygodnie i pewnie stawiam kroki – trekkingowym panem jest się tylko z vibramem. A że na poważaniu zależy mi co najmniej tak samo, jak na wędrowaniu po górach, więc decyzja o zakupie sprzętu już zapadła.

Bieganie w górach jest ciekawsze niż udeptywanie chodnika czy asfaltu. Nadaje temu najnudniejszemu ze sportów nuty natchnienia, choć wymaga większej koncentracji. Daje poczucie siły i wolności. A – co najważniejsze – jest trochę elitarne, ekskluzywne (o ile nie robisz tego jak ja – w zwykłych adidasach ślizgając się po kamieniach i śniegu). Niech no tylko kupię właściwe, profesjonalne buty – wbiegnę wtedy na Pico de Las Nieves jak prawdziwy górski biegacz.

Tatry są doskonałą okazją do sprawdzenia swojego organizmu – od możliwości wydolnościowych po stan stawów, mięśni stabilizacyjnych i koordynacji ruchowej. Szybka wędrówka w górę potrafi wycisnąć pot jak finisz biegu, a zejście stromymi schodami załatwić może niezabezpieczone kolano w trymiga. Znakomicie sprawdził się dysk sensomotoryczny – nie trzeba znać żadnych konkretnych ćwiczeń i ilości powtórzeń – wystarczy postać sobie na nim i trochę się pobujać, a ból i przemęczenie stawu skokowego mija błyskawicznie.

A teraz chwila refleksji: dla jednych Mazury to festiwal kabaretów, dla drugich woda, zieleń, wolność, przechyły i przechyły. Dla niektórych Bałtyk to dwusmakowe jagodzianki i parawany, dla drugich zaś to jod i kojący rytm fal. Są wreszcie tacy, którzy jadą do Zakopanego po kolejne zdjęcie z misiem, gofra i przejażdżkę kolejkami na Gubałówkę i Kasprowy. Mnie bliżej do tych, którzy poszukują w górach oddechu, choć byłem przez chwilę na Krupówkach, w Bukowinie wtranżoliłem sobie oscypka, a w Poroninie uzupełniłem elektrolity śliwowicą. Wszyscy w końcu mamy prawo mieć swoje zdanie, podejście i realizować swoje potrzeby na swój własny sposób. O ile nie wchodzimy w drogę innym.

Żaden ze mnie taternik, ale jednak mierzi mnie pytanie – po cholerę tylu gamoni przyjeżdża w te góry? Idą tłumnie z równymi sobie tym asfaltowym szlakiem do Morskiego Oka, a potem czekają długie godziny na kolejkę na Kasprowy. A jak już wejdą – zapewne przez przypadek – na jakiś trudniejszy (niż asfaltowy) szlak to mimo wielu przerw na papierosy, czasem uda im się osiągnąć upragniony szczyt, na którym piwo z przydźwiganej puszki stanowi największą nagrodę. Ja nie rozumiem tych gamoni, męczy mnie ich bliskość i fakt, że nie kryją swoich najgorszych cech przed innymi.

Nie chcę zawłaszczać gór czy morza dla wybranych, ale jeśli dla tej garstki turystów, którzy lubią przechyły, jod i spokój gór zostawicie – Wy gamonie – wolne od Was ze dwa jeziorka, kilometr plaży i ze trzy szlaki – byłoby całkiem przyjemnie. Albo chociaż rzućcie na jeden dzień palenie i nie idźcie środkiem. A ja obiecuje, że nie stanę Wam nigdy w kolejce do kolejki, nie zjem Waszym pociechom gofrów z frużeliną, nie zajmę też Wam miejsca w śmierdzących konnych zaprzęgach.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *