O mnie

Kim jestem? No jak to kim? Blogerem biegowym, który z jakichś powodów zaczął biegać. Bieganie stało się ważną częścią mojego życia, choć zdarzały się długie przerwy. Sądziłem, że wraz z doświadczeniem i poprawą wyników bieganie stanie się dla mnie przyjemnością – tyle przecież szczęśliwych biegaczy codziennie udeptuje ścieżki w miastach, na wsiach, w górach i dolinach. Owszem, zdarzają się przyjemniejsze treningi, reasumując jednak wszystkie plusy i minusy – po bieganiu zostaje tylko zmęczenie, ból i odrobina endorfin. Podczas treningu w mieście muszę walczyć ze skrzyżowaniami, czerwonymi światłami, ślepymi pieszymi – chyba, że biegam po parku, wtedy walczę z rozbrykanymi dzieciakami, rowerzystami niedzielnymi, psami i ich właścicielami. Deszcz, słońce, mróz, upał, kałuże, błoto, plucha, krzywe chodniki, krawężniki, wiatr, flauta, źle założone słuchawki, wkurzająca muzyka, trzeszczące dźwięki. Jakie jest prawdopodobieństwo, że uda się wyjść i przebiec bez żadnych komplikacji? Małe.

Blog założyłem, żeby dać upust emocjom i podzielić się ze światem (wierzę, że świat na to czekał) tym, z czym zmaga się biegacz, który nie lubi biegać i podczas treningu przyjemność czerpie głównie z dobiegnięcia do domu.

Wyrażam też nadzieję, że wylew moich frustracji i czerpanie z bloga motywacji do regularnego trenowania coś zmieni. Chociaż chyba w to nie wierzę. Bieganie jest beznadziejne.